KREWETY W SŁUŻBIE PLANETY

Zaktualizowano: 15 wrz 2020

Jak co niedziela wyniosłam na taras siatkę z ziemniakami i zajęłam się rzeźbieniem dzieciom figurek świętych, gdy nieoczekiwanie spowił mnie ostry cień mgły. Od razu pomyślałam, że to pewnie Ryanair przywrócił bezpośrednie loty do Smoleńska, ale gdy podniosłam wzrok znad częściowo wyrzeźbionego Św. Antoniego, ujrzałam nad sobą nie tupolewa, lecz wychudzonego i głodnego Jeźdźca Apokalipsy na przestarzałym modelu białego konia.


Legolasowa uroda Jeźdźca zwaliła mnie z nóg - momentalnie zapomniałam, że mam męża - i zasłabłam spektakularnie (na wszelki wypadek, gdyby ktoś to kręcił). Poły szlafroczka zsunęły się niebezpiecznie nisko (dokładnie tak, jak zaplanowałam), gdy dłonią wykonywałam globusowy gest Emilii Korczyńskiej, bo przecież chciałam zrobić na jego anielskiej mości wrażenie zarówno estetyczne jak i kulinarne.

Złapię go na krewety*, pomyślałam przebiegle, jak setki kobiet przede mną i w nimfatycznych pląsach ruszyłam do kuchni, roztrząsając, czy może jednak nie dać mu skonać i w ten sposób własną piersią powstrzymać koniec świata, ale doszłam do wniosku, że niech jedzie dalej i zresetuje ten poebany świat do ustawień fabrycznych.

Podłączyłam go do kroplówki i rzuciłam się smażyć. Soliłam, pieprzyłam i zalewałam winem, dyrygując składnikami spektakularnie jak Herbert von Karajan orkiestrą na festiwalu w Salzburgu.


Postawiłam przed Jeźdźcem dymiący talerz i patrzyłam, jak powoli nabiera złowieszczych dla ludzkości rumieńców i rośnie w apokaliptyczną siłę.


Nawet nie podziękował. Kostyczną dłonią pomiział mnie po policzku, zostawiając na nim śmiercionośny chłód, wsiadł na konia i ruszył na Śląsk - miejsce niewysychającej magii.



Krewetki na białym winie z czosnkiem, imbirem i sokiem z cytryny, makaron ryżowy, celubulka i kolendra w ilościach przesadnych.


* Interpretować wg. Ziemowita Szczerka



#krewetywsłużbieplanety #kuchniadramatyczna #flacagotuje #dżoanagotuje

12 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie