LAMENT PO MEKSYKAŃSKU, czyli modlitwa do Najświętszej Wanienki z Batata.


Dziś przed Internetem

głąb serca otworzę, Smutno mi, Boże!


Gdy w kraju zaraza i PiSu knowanie, Smutno mi, Panie!


Sto mil od brzegu, sto mil od Giewontu, Znów pielgrzymuję po wódę do dyskontu, Modlę o Pfeizera, owoc zakazany, Dla pomazańców bożych zaklepany, Radomiaczek Pany!


Zad mój obleczon w żałobne barchany, Mój kark zdrętwiały, na co mi asany, Ma pościel nieświeża i puste me łoże, Smutno mi, Boże!


Sąsiadka-franca drugą dawkę bierze, W zapamiętaniu tłukę wsze talerze, Bo mnie pisane wieczne poczekanie, Smutno mi, Panie!


Zanurzam dłonie w mięsa pełnym garze, Żarciem ukoję wkurfu gęste zorze! W sukurs nadchodzi blender, bardzo ostre noże, Smutno mi, Boże!


Wasza Matka Boska Komediowska pozdrawia ze zmarzłosfery.

PS Juliusz wybacz!

56 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie