ZAKALCYTY, a.k.a. HORYZONTALNE WSUWY BISZKOPTOWE

Nie załamują mnie kuchenne porażki. Traktuję je jako okazję do testowania pomysłów i wychodzę z siebie, by z każdej coś zjadliwego wykrzesać, jak z mało obiecującego mężczyzny, z którym umawiasz się z nudów, na randkę nie golisz nóg, ale dajesz mu szansę zostawiając w domu okulary.
Dziś stojąc ze wzrokiem wbitym w drzwiczki piekarnika znów liczyłam na spektakularny wznios, pyszniącą się dobrze ubitymi jajami elewację, dumny przepych nieugiętej, strzelistej formy. Zawyłam z rozczarowania, gdy – kolejny raz, pełna nadziei na oczopląs z wrażenia - dostałam Zestaw Dziecięcy. Zamiast wytwornej wzniosłości – zastępczą zakalcówkę.
Na szczęście kuchnia, nie życie, bo w realu małego nawet Salomon nie uratuje.
A oto dowód, że nawet z trzycentymetrowego zakalca można zrobić gwiazdę. Pociąć, umoczyć w czekoladzie, posypać sezamem, a chybotliwy czubek zamaskować niezapominajkami, bo tak, ciężko będzie zapomnieć tak ogromny… zawód.
STALAKTYTY, STALAGMITY, ZAKALCYTY skoro nie da się w pionie, trzeba zagryzać w poziomie.